Nikt tu nikogo pod pistoletem nie trzyma

Taką przyjmuję zasadę. Nic na siłę. Wchodzę w to moje nowe życie z pełną akceptacją i świadomością, że co się zadzieje to dlatego, że tak chcę a nie, że muszę.
Stefania Grodzieńska napisała książkę "Już nic nie muszę". Bardzo mi ten tytuł przypadł do gustu. Podobnie zresztą jak cała książka i sama Autorka (ale też aktorka i satyryczka).
Przyznaję, że jej poczucie humoru trafiło mi do smaku jak kiedyś w Krakowie lody pistacjowe.

*
A teraz przy kawie z dwiema łyżeczkami cukru trzcinowego (kupiłam, a owszem, podobnie jak ksylitol, by dać sobie poczucie, że zamiast białej śmierci /jednej z trzech, jak usłyszałam od Briana Tracy`ego, ale o tym to potem, bo zacznie się robić chaotycznie/ dosypuję do kawy czy czarnej herbaty coś co uśmierca nieco mniej) zasiadłam do komputera.
Tak właściwie, to ja na nowo zaprzyjaźniam się z moim laptopem. Któregoś majowego dnia po prostu nie odpalił. Dawał już wcześniej znaki, że coś z nim nie tak, mdlał, ale po kilku restartach, wyjmowaniu i ponownym wkładaniu przewodu zasilającego, czasami czułym przemawianiu ożywał. Wtedy jednak nie rozjaśnił się już więcej i... tak oto zaczęłam korzystać z cudzesów. Trochę w pracy, ale bez portali, gier, ulubionych stron. Z komputera córki, która akurat nie zabrała swego sprzętu jadąc do pracy. No i  zmusiło mnie życie do posłużenia się komórką, by czasami z tego netu skorzystać, ale bez szaleństw. jak to mówią z cudzego konia... Córka zabrała swój komputer, mój wciąż oczekiwał na zaniesienie do naprawy, a kiedy się już doczekał, to ponad miesiąc trwała jego reanimacja. Czyli detoks. No i teraz, kiedy mam już go w domu (prawie od trzech tygodni) muszę go od nowa poznać. Dyski kryją wiele "skarbów". Czyli co tu dużo kryć potrzebują generalnych porządków. Ale to nie dzisiaj. Ha ha - moja stara śpiewka: nie dzisiaj.

**
Przygotowując posiłki na kilka najbliższych dni zastanawiałam się nad tym, z czego tak naprawdę mogę się cieszyć.
Mam kilka takich gwiazd, która zapaliły we mnie poczucie radości.
* Blender. Kupiłam go za niewielkie pieniądze w Auchan. Wcześniej miałam jakiś full wypas i... padł na białym serze. Byłam tak zaskoczona, że nawet nie zdążyłam się zdenerwować. Urządzenie poszło ad kosz, a ja wróciłam do korzystania z miksera z kielichem. Kiedy ten zaniemógł (trzeba mu oddać, że książkowo po zakończeniu czasu gwarancji), kupiłam najtańszy z możliwych blenderków i... sprawuje się znakomicie. Używam go coraz częściej. Mogę przy jego użyciu przygotowywać fajne pasty, musy.
* Zepsucie się laptopa. Dzięki temu, choć na początku byłam bardzo zaniepokojona tym faktem, przybyło mi czasu. Detoks był mi potrzebny, choćby z powodu gier (niby tylko dwóch ulubionych, ale za to granych na koncie własnym, męża i jeszcze dwóch "lewych" jak je nazwałam, stworzonych właśnie do gier ). Teraz gram sporadycznie i bez kupowania dodatkowych talarów czy dukatów :). Wymusiło to też w pewien sposób moją naukę obsługi telefonu, który za jakieś ciężkie pieniądze kupił mi w prezencie gwiazdkowym mąż. Nowe umiejętności przydają się. Poza tym doceniłam prezent.
* Zaprzestanie chodzenia do biblioteki. (Czasowe) Zdecydowałam się na ten krok, gdyż mam duży (ok. 4 tys. egzemplarzy księgozbiór), wciąż dokupuję książki, ale czytanie odkładałam na nieco później. W końcu stanęłam w prawdzie, że to później to niby kiedy? na świętego Nigdy? Dlatego też wzięłam się za czytanie z półki, czyli własnych zbiorów. Miałam też mocne postanowienie "nie kupować nowych książek dopóki nie zrobię miejsca na półkach", a plan był taki, że czytam i decyduję czy książka zostaje, czy ją uwalniam. Kilka książek wystawiłam w Centrum Kultury, bo mamy tam taki regał, ale oddając swoje nie mogłam oprzeć się przed przeglądaniem tych, które uwolnili inni. W efekcie czego kilka książek przygarnęłam z zamiarem przeczytania i odniesienia. O dziwo nawet przy całej mojej dotychczasowej niekonsekwencji udało mi się dotrzymać swoich postanowień.
* Złamanie zasady nie kupowania nowych książek. Dzięki temu nabyłam kilka pozycji z rozwoju osobistego, zdrowego odżywiania. Gorzej, że zaczęłam czytać kilka książek równolegle. no.. ale nad tym też się zapanuje.

***
Tak. Nie będę robić nic na siłę. W końcu czas cieszyć się życiem, takim jakie mam. A jak przy okazji tej radosnej akceptacji uda się je jeszcze podrasować, to super.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Próba blogowania przy użyciu telefonu

Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo?